Biografia
Jestem tylko meteorem, który na chwilę zabłyśnie, na chwilę ludzkość straszy i przeraża, a potem nagle niknie - a szczęśliwy jestem, że tym przeświadczeniem żyję.
Droga meteorom wyznaczona jest miliard razy dłuższa aniżeli zwykłym gwiazdom (...) Być meteorem, to istotna moja tęsknota: zniszczyć na swej drodze kilka światów, roztopić je w sobie, wzbogacić się nimi i po miliardach lat znowu powrócić, stokroć gorętszym blaskiem rozpłonąć, wieść nowe przemiany i wywody i znowu zniknąć - to to, co w moich najkosztowniejszych snach przeżywam...
Niech zgasnę, czym prędzej zgasnę, bym mógł tylko we wzmożonej potędze powrócić...
A wrócę - wrócę!
Stachu* Przybyszewski
* Dlaczego Stachu a nie Stanisław? To nie jest przejaw spoufalania się. Tak właśnie zwracali się inni do Przybyszewskiego. Niemcy mówili tak do niego, bo nie potrafili wymówić (trudnego dla nich) imienia i nazwiska. W Polsce również przyjął się ten zamiennik.
Spis treści:
GIMNAZJUM W TORUNIU (1881-1884)
GIMNAZJUM W WĄGROWCU, MATURA (1884-1889)
POCZĄTEK OKRESU BERLIŃSKIEGO, STUDIA (1889-1892)
OKRES BERLIŃSKI/SKANDYNAWSKI, DAGNY JUEL (1893-1897)
OKRES PODRÓŻY - HISZPANIA, PARYŻ (styczeń 1898 - jesień 1898)
OKRES KRAKOWSKI, DZIECI SZATANA (jesień 1898 - grudzień 1899)
ROZSTANIA I POWROTY, ŚMIERĆ DAGNY (styczeń 1900 - czerwiec 1901)
OKRES WARSZAWSKI, JADWIGA KASPROWICZOWA (czerwiec 1901 - 1903)
OKRES ROSYJSKI - PETERSBURG, ODESSA (1903 - 1905)
OKRES MONACHIJSKI, I WOJNA ŚWIATOWA (1906 - 1919)
DRUGI OKRES WARSZAWSKI, ŚMIERĆ (1924-1927)
RODZICE
Ojcem Stacha był Józef Przybyszewski, nauczyciel w łojewskiej szkole powszechnej. Z pierwszego małżeństwa, z Eulalą z domu Alberti, cóką burmistrza w Wągrówcu, miał dziesięcioro dzieci. Piątka nie dożyła wieku niemowlęcego. Szóste dziecko, Staś I, przeżył trzy miesiące. Pozostała czwórka - Antoni, Adam, Jadwiga i Maria - została osierocona po śmierci matki.
Józef Przybyszewski ożenił się po raz drugi. Tym razem była to guwernantka w wielkopolskich dworach, panna Dorota z Grąbczewskich. Zaopiekowała się ona czwórką rodzeństwa z pierwszego małżeństwa swojego męża. W 1864 roku urodził się pierwszy syn Doroty i Józefa - Władysław. W kolejnych latach urodziła się jeszcze trójka: 1868 - Stachu, 1870 - Michał i w 1879 - Leon.
DZIECIŃSTWO (1868-1881)
Stanisław Feliks Przybyszewski przyszedł na świat w Łojewie o drugiej po południu 7 maja 1868 roku. W domu panował dobry klimat, co było szczególnie ważne dla wrażliwego Stasia. Wychowywał się on w atmosferze uniesień narodowych oraz religijnych. Dużą rolę odegrał jego w świadomości drewniany kościółek w Górze. Mały Przybyszewski przejmował się nabożeństwami, na które uczęszczał wraz z rodzicami. Będzie do tych wspomnień wracał potem, już jako dorosły Stanisław, w swoich utworach. Matka wykryła w nim zdolności muzyczne i zapragnęła kształcić go w tym kierunku. Uczyła małego Stasia gry na starym fortepianie, który stał w domu. W niedzielne popołudnia, kiedy byli sami, grywali razem koncerty na cztery ręce. Stachu jednak lubił też czytać. Wtedy to poznał Szekspira, Kazania Skargi, Żywoty świętych , Demonomachię Trentowskiego, itp.
Wielkim osiągnięciem przyszłego poety było wysłanie wiersza w styczniu 1879 roku Józefowi Ignacemu Kraszewskiemu na 50-lecie pracy literackiej:
Oto nadchodzi dzień błogi,
Pięćdziesięcioletnia rocznica, wiek drogi.
Z wszystkich stron ziomkowie winszują Tobie,
I ja też spieszę winszować zacnej osobie.
Choć dziesięcioletni chłopczyna wykształcenia nie ma,
Lecz serce pała miłością ku Tobie.
Miłość się odzywa, winszować się godzi,
Żeś swoimi pismami rozweselał osoby.
Przeto dożyj sto lat jeszcze:
Oh, żeby Bóg nam dał takie wieszcze!
Niech łaski Boga na ciebie się zleją
I całe życie stanie się nadzieją.
Te życzenia wynurzam z serca głębokiego,
Z serca Polaków dobrze życzącego.
GIMNAZJUM W TORUNIU (1881-1884)
19 kwietnia 1881 roku Przybyszewski został przyjęty do niemieckiego gimnazjum w Toruniu. Wybór padł na tę szkołę, by Stachu poduczył się języka niemieckiego. Poznał tam starszego kolegę, Gdygę, który jako bękart akuszerki był gnębiony przez innych. Przyjaciele lubili zwiedzać Toruń, a szczególnie wyobrażać sobie dawne zbrodnie i okrucieństwa, do których dochodziło w jego zakazanych miejscach. Czytali razem Nędzników Wiktora Hugo.
W 1883 roku zaszczuty Gdyga popełnił samobójstwo. Przybyszewski był słabym uczniem jednak lubił czytać Szekspira, a pieniądze zarabiał udzielaniem korepetycji. W domu starając się tłumaczyć ze złych ocen, mataczył, kłamał i wykręcał się jak mógł. Zaniepokojony ojciec postanowił w końcu, aby przenieść go do szkoły w Wągrowcu.
GIMNAZJUM W WĄGROWCU, MATURA (1884-1889)
Stachu został przeniesiony do Wągrowca 18 sierpnia 1884 roku. Był tu pod opieką krewnych. W odróżnieniu od poprzedniej szkoły, tu Przybyszewski zdobył przychylność nauczycieli, zarówno Polaków jak i Niemców. Pobyt w Wągrowcu nauczył go samodzielności - dostał stypendium, dorabiał korepetycjami.
Jego więzi z domem rodzinnym zaczęły się powoli rozluźniać. Święta czy wakacje spędzał u swoich bogatych kolegów, których szukał wśród rodzin ziemniańskich. Młody, romantyczny gimnazjalista uwielbiał grywać na fortepianie, a jego wizyty w wielkopolskich dworkach sprzyjały poznawaniu panien.
W 1884 roku Stachu poznał w Krobi siostry Żmudzińskie - Praksedę, Marię i Zofię. Ta pierwsza stała się powierniczką jego młodocianych cierpień, zwierzeń z lektur Dantego, Heinego, Goethego. W 1885 roku wyjechał Przybyszewski na Boże Narodzenie do Dakowów Mokrych koło Opalenicy na zaproszenie kolegi - Władysława Sztylera. Poznał tam jego siostrę - Helenę Sztyler, w której zakochał się bez pamięci. Do niej to przez najbliższe dwa lata będzie wzdychał i pisał rymowane poematy. Jego utwory przesiąknięte były werteryzmem, cierpieniem i rozpaczą, śmierć miała położyć kres jego nieszczęściu.
W roku 1888 dał Przybyszewski udany koncert Chopina, po którym to posypały się propozycje korepetycji z gry na fortepianie. Jedną z propozycji otrzymał Stachu od Foerdera, żydowskiego kupca, który potrzebował nauczyciela muzyki dla
swoich dwóch córek - Róży i Marty. Ta druga będzie miała swoją rolę w późniejszym życiu Przybyszewskiego.
POCZĄTEK OKRESU BERLIŃSKIEGO, STUDIA (1889-1892)
Jeszcze przed maturą Przybyszewski rozpoczął naukę języka hebrajskiego. Po egzaminie dojrzałości pragnął studiować medycynę, jednak Towarzystwo Pomocy Naukowej im. Marcinkowskiego nie udzielało stypendium na tym kierunku, z powodu dużej liczby polskich lekarzy. Stachu podjął więc studia na wydziale architektury na berlińskiej politechnice.
Do Berlina wyjechał w połowie kwietnia 1889 roku. Zamieszkał w pokoju z kolegą, Tomaszem Pajzderskim, który to wprowadził go w tajniki wielkomiejskiego życia. Przybyszewski otrzymał stypendium w wysokości 400 marek rocznie. Nie przykładał się zbyt do nauki, za to intensywnie czytał dzieła Herberta Spencera, Ludwika Brucknera, Zoli, Maupassanta itd.
Podczas wakacji pojechał do Łęgu na zaproszenie Pajzderskiego. W tej ziemiańskiej rezydencji spędził kilka tygodni, zawierając bliższą znajomość z jedną z sióstr Tomasza - szesnastoletnią Pauliną. Mino braku obycia, Przybyszewski zrobił ogromne wrażenie na ziemianach dzięki swoim zdolnościom krasomówczym oraz żywym temperamentem.
Po powrocie do Berlina pisał listy ze swoją nową przyjaciółką. Zaczął też namiętnie czytać Nietzschego. Lektury tego niemieckiego filozofa wywarły ogromny wpływ na jego, nieskrystalizowaną jeszcze, umysłowość. Szczególne wrażenie zrobił na Stachu porywający styl Nietzschego, krytyka filisterskiej obyczajowości niemieckiej, bunt przeciw wartościom chrześcijańskim, przekreślenie pojęć dobra i zła. Przybyszewski przeżył prawdziwą metamorfozę ideologiczną, dzięki której odważył się porzucić architekturę i podjął studia medyczne, mimo iż konsekwencją tego była utrata stypendium. Dokonało się to 8 maja 1890 roku. Młody student zapragnął być doktorem obłąkanych. Od tej pory poeta był na utrzymaniu ojca, a z czasem zamieszkał u swego przyrodniego brata - Atnoniego, który był lakiernikiem w berlińskich zakładach.
Stachu przykładał się do nauk biologicznych, na utrzymanie zarabiał pisząc prace doktoranckie zamożnym studentom, w tajemnicy przed władzami uniwersyteckimi. Interesował się zagadnieniami fizyko-medycznymi. Dzięki swoim rycinom przekrojów mózgu przyczynił się do powstania epokowego wynalazku - znieczulenia miejscowego.
W 1890 roku jego zeszyty z rysunkami zobaczył berliński chirurg, dr Carl Schleich, w których to Przybyszewski potraktował naurologię jako tłumik. To natchnęło dr Schleida do dalszych badań nad znieczuleniem bez chloroformu, który powodował u niektórych zatrucie organizmu. Ostatecznie pomógł mu drugi Polak, prof. Uniwersytetu Wrocławskiego, dr Jan Radecki-Mikulicz.
Warunki materialne Przybyszewskiego były ciężkie odkąd podjął studia medyczne. Pomoc ze strony ojca była zbyt mała, szczególnie, że Stachu, w tajemnicy przed rodzicami, założył swoją własną rodzinę. 8 maja 1891 roku wprowadziła się do jego berlińskiego mieszkania Marta Foerder, jego dawna uczennica z Wągrowca. Na wakacje 1891 roku pojechał Przybyszewski do Łojewa i tam debiutował jako literat. Swoim zainteresowaniom psychofizjologią i biologią dał wyraz w dwóch krótkich rozprawach o wspólnym tytule Zur Psychologie des Individuums (Z psychologii jednostki twórczej) - pierwsza miała podtytuł Chopin i Nietzsche, druga natomiast Ola Hansson - powstała ona po osobistym spotkaniu się Przybyszewskiego z Hanssonem i jego żoną w 1982r.
Te dwie broszury zwróciły uwagę berlińskich sfer krytyczno-literackich na Stacha. Sposób, w jaki opisał jednostki twórcze, ich świadomość wyższości nad tłumem, tęsknoty, których nie można zaspokoić, rozkosz granicząca z cierpieniem, wrodzona nadwrażliwość, nie mógł pozostać bez echa. Psychologiczna analiza Chopina i Nietzschego oraz rozprawa dotycząca Oli Hanssona, zapewniła poecie przyjaźń m.in. z dr Franzem Servaesem, Richardem Dehmlem itd.
22 lutego 1892 roku Marta Foerder urodziła Stachowi syna - Bolesia. W maju tego samego roku Przybyszewski poznał Olę Hanssona, o którym pisał studium krytyczne. Był nim bardzo zafascynowany. Hansson również widział potencjał w Przybyszewskim, uważał, że:
Grał marzyciela, a był intrygantem, i nikt nie wiedział, gdzie szła granica między prawdziwym a udanym upiciem się. Był szczery z wyrachowania, a zamknięty z pozy. Sam zapalał swoją namiętność ludzką i duchową i pozwalał jej gasnąć; prawdziwą była tylko jego gimnastyka psychologiczna i jego rancune.
W czerwcu Stachu objął posadę redaktora w Gazecie Robotniczej, co miało wybawić go z nędzy w jakiej żył. Nie pisał on jednak artykułów o naukowym socjaliźmie (jak zapewniał rodziców), a raczej zwalczał reakcję klerykalną na Śląsku pilnując, by ruch socjalistyczny mógł się szerzyć bez przeszkód. Krytykował również wielkopolską szlachecką młodzież, która studiowała na niemieckich uniwersytetach i zwalczała socjalizm.
Pod koniec września do Berlina przyjechał słynny szwedzki pisarz - August Strindberg. Berlińska bohema artystyczna od razu zgromadziła się wokół niego, w tym także Przybyszewski. Strindberg razem z młodymi artystami odkryli pewnego dnia małą winiarenkę ze zniszczonym szyldem który przedstawiał ormiańskiego barana, który bardziej przypominał prosiaka. Jeszcze tej nocy winiarenka została oficjalnie nazwana "Pod Czarnym Prosiakiem" i odtąd była miejscem spotkań cyganerii.
14 listopada Marta Foerder urodziła Stachowi drugie dziecko - Mieczysławę.
OKRES BERLIŃSKI/SKANDYNAWSKI, DAGNY JUEL (1893-1897)
Na początku 1893 roku poznał Przybyszewski Richarda Dehmla, wybitnego liryka, który stał się przyjacielem i nauczycielem Stacha. Dehml był zachwycony sposobem w jaki Stachu grał Chopina.
W marcu 1893 roku Edvard Munch wprowadził w krąg berlińskiej bohemy Norweżkę, Dagny Juel. W tym czasie narzeczona Strindberga - Frida Uhl - wyjechała z Berlina. Jej nieobecność spowodowała zbliżenie się Dagny i Strindberga. Nie trwało to jednak długo. Już w kwietniu uczucie Przybyszewskiego i panny Juel kwitło. Młoda Norweżka wolała Polaka, od słynnego Szweda.
W lipcu Przybyszewski został aresztowany w związku z działalnością socjalistyczną, w konsekwencji czego skreślono go z listy studentów medycyny. We wrześniu zakończył pracę redaktora Gazety Robotniczej. W tym samym miesiącu zostało przypieczętowane wielkie uczucie Dagny i Stacha. Wzięli oni ślub 18 sierpnia 1893 roku w Berlinie.
Około 24 września 1893r, Przybyszewscy przeprowadzili się do parterowego pokoju w ekskluzywnej dzielnicy Berlina przy Luisenststrasse 6. Żyli oni na skraju nędzy, jednak potrafili odnaleźć luksus w obcowaniu ze sztuką. Dagny, posiadająca maniery wielkiej damy, pragnęła w swym domu utworzyć salon literacki. Młode małżeństwo gościło u siebie różnych artystów (m.in. Dehmla, Bierbauma, Schlafa, Dathendey'a, Flauma). Rozmowy o sztuce przeciągały się do rana, a Stachu zachwycał wszystkich grając Chopina, zwłaszcza Preludium cis-moll.
W roku 1893 Przybyszewski napisał dwa poematy prozą Totenmesse i Wigilie.
W końcu stycznia 1984r. Dagny wyjechała do rodzinnego domu w Kangsvinger. Stachu, korzystając z nieobecności żony, odwiedził w kwietniu rodziców w Wągrówcu. 24 maja wyjechał do Krystianii (dzisiejsze Oslo) razem z Edwardem Munchem, po czym na zaproszenie teściów, dołączył do żony w Kangsvinger. Podczas pobytu w Norwegii, Przybyszewski rozwinął swój talent pisarski. Jeszcze w czerwcu małżeństwo pojechało do miejscowości Filtrend w zatoce Kristianiafiord. To tutaj Przybyszewski wpadł na pomysł napisania rapsodu Nad morzem. W Kristianii poznał rzeźbiarza Gustava Vielanda. Zachwycony jego trówczością, będzie propagował ją pisząc szkic w listopadzie 1895r., który będzie publikowany w niemieckim czasopiśmie "Die Kritik" oraz w duńskim "Tilskueren"
Na początku grudnia 1894r. Przybyszewscy wrócili do Berlina. Było im ciężko finansowo, szczególnie, że Stachu musiał utrzymywać dwie rodziny - Dagny oraz Martę z dwójką jego dzieci. Sytuacja uległa pogorszeniu, gdy w lutym 1895 roku Marta urodziła Przybyszewskiemu trzecie dziecko - Janinę.
Na początku kwietnia Dagny, będąc w ciąży, wyjechała z Berlina do rodziców. Stachu dołączył do żony w maju. Jednak pobyt w Kongsvinger, choć wybawił małżeństwo od biedy, dał się Stachowi we znaki. We wrześniu ogarnęła go chandra z powodu zaściankowości mieszkańców.
Mieszkając u teściów Przybyszewski napisał powieść Dzieci szatana, trylogię Homo sapiens, dramat Dla szczęścia, nowelę Nocturno, rapsody De profundis, Na tym padole płaczu, Nad morzem, rozprawę demonologiczną Synagoga szatana oraz liczne artykuły. W ostatnich tygodniach ciąży Dagny tłumaczyła na język niemiecki nowelę S. Obstfeldera Liv.
28 września 1895 roku Dagny urodziła pierwsze ślubne dziecko Przybyszewskiego. Mały Zenon stał się dla matki wielką radością, przez co zaniedbała trochę męża. Jesienią Przybyszewski nawiązał kontakt z czeskim krytykiem literackim, Arnostem Prochazką. W grudniu, na okres Bożego Narodzenia, został Stachu zaproszony do swego szwagra, Velge Backstroma, profesora geologii na uniwersytecie w Sztokholmie. Młodzi rodzice zostawili małego Zenona pod opieką dziadków i wyjechali do Szwecji.
W styczniu 1896 roku Przybyszewscy wyjechali ze Sztokholmu do Kopenhagi. Tam Stachu próbował wydać swe dzieła w Skandynawii, a jego żona wystawić swoją sztukę Silniejszy, która została jedynie wydana drukiem.
Około 26 lutego Dagny wróciła do synka w Kongsvinger. Natomiast Stachu pojechał do Berlina. W tym czasie Marta z trójką dzieci mieszkała u brata Stacha - Antoniego.
4 czerwca Stachu wyjechał pospiesznie z Berlina do Kopenhagi. Zrozpaczona Marta, myśląc, że nie odzyska już ukochanego, popełniła samobójstwo pięć dni później. Policja rozpoczęła śledztwo, w wyniku którego aresztowano Przybyszewskiego pod zarzutem spowodowania śmierci kochanki. Wiadomość ta zaszokowała bohemę artystyczną i Polonię berlińską. Dagny wróciła do Berlina i nagłośniła tę sprawę, chąc jak najszybciej wydostać męża z aresztu. Po dwóch dniach został on wypuszczony a śledztwo umorzone.
To nie był koniec ich problemów. Stachu starał się utrzymać rodzinę pisząc artykuły, jednak to nie wystarczało i małżonkowie raz po raz musieli się przeprowadzac. Dodatkowo Przybyszewski musiał opłacać pobyt trójki swych nieślubnych dzieci w sierocińcu.
Na przełonie 1896/97 roku Przybyszewskich zaczął odwiedzać nowy polski przyjaciel - doktorant prawa - Alfred Wysocki. W tym czasie berlińscy przyjaciele odwrócili się od nich.
W 1897 roku Stachu zaczął intensywniej studiować diabologię, pracując nad studium Synagoga szatana. Wertując kartki licznych książek w bibliotekach berlińskich poznał Tadeusza Micińskiego - polskiego poetę, który również poszerzał swą wiedzę na temat czarownic i satanizmu.
Marzec przyniósł Przybyszewskim tak poważny kryzys finansowy, że Dagny musiała wyjechać do Kongsvinger. Stachu zaczął pisać listy do rodziców z prośbą o pomoc. Wymyślił sobie, że trójka jego nieślubnych dzieci znów zamieszka u Antoniego i jego żony Marii, natomias ich syn Antoś - w Wągrówcu z dziadkami. Plan nie doszedł do skutku. Jednak jeszcze w tym samym roku Boleś - pierwsze dziecko Stacha - zamieszkał u dziadków.
Na początku maja Przybyszewski dołączył do Dagny w Kongsvinger. Nie pozostał tam jednk długo. 1 czerwca bowiem, powstał miesięcznik Metaphysische Rundschau, którego wydawcą był dr Richard Wrede. Stachu otrzymał od wydawcy propozycję poprowadzenia nowego miesięcznika za 200 marek miesięcznie. Pospiesznie więc opuścił rodzinny dom Dagny i wrócił do Berlina, pozostawiając ciężarną żonę z rodzicami. Przez trzy miesiące pracował dla Wrede, jednak zapłaty nigdy nie otrzymał.
5 września 1897 roku Dagny urodziła Przybyszewskiemu drugie dziecko - córeczkę Iwi. Poród nie obył się bez komplikacji, Dagny była w ciężkim stanie, jednak Stachu nie miał pieniędzy na podróż do Kongsvinger. Ich jedynym kontaktem były listy. Ich rozłąka trwała długo. W końcu Dagny, zniecierpliwiona oczekiwaniem na męża, przyjechała do Berlina około połowy grudnia. Pieniądze na podróż przesłał Przybyszewskiemu Tadeusz Miciński, który okazał się dla małżeństwa dobrym przyjacielem.
OKRES PODRÓŻY - HISZPANIA, PARYŻ (styczeń 1898 - jesień 1898)
W styczniu, znów dzięki pomocy Micińskiego, Przybyszewscy otrzymali zaproszenie do Hiszpanii, do filozofa Wincentego Lutosławskiego i jego żony Zofii - znanej poetki hiszpańskiej. Wraz z zaproszeniem filozof przesłał im czek na 10 funtów szterlingów, które wysłął jeszcze raz, po tym, jak Stachu wydał je na inne cele niż podróż. Małżeństwo ruszyło w podróż po Europie.
26 stycznia dotarli oni do Paryża, gdzie poznali osobiście Miriama-Zenona Przesmyckiego oraz malarza Władysława Ślewińskiego. Paryż zrobił na nich ogromne wrażenie, szczególnie Notre Dame. Po krótkim odpoczynku, nie mogąc wyjść z podziwu dla tego miasta, ruszyli dalej w podróż do domu Lutosławskich w Playa de Mera, w Hiszpanii.
Lutosławscy w swym domu chętnie gościli młodych artystów. Wkrótce po przyjeździe Przybyszewskich przyjechał również Miciński za swą narzeczoną. Stachu i Dagny byli zachwyceni domem gospodarzy. Znajdował się on na wysokim brzegu, niedaleko morza. W domu nie było pianina, ale brak muzyki zastępowały długie rozmowy na temat poezji, rozmowy z ludnością rybacką oraz przejażdżki po morzu.
Po jakimś czasie jednak zaczęły wychodzić różnice poglądowe między Stachem a Wincentym. Lutosławskiemu zależało na zgromadzeniu wokół siebie swoich uczniów. Przybyszewskiemu przeszkadzała również interwencja w jego nałogi i nawyki. 30 marca, Po ośmiu tygodniach pobytu w Playa de Mera, Przybyszewscy, zaopatrzeni w pieniądze na powrót, pożegnali Lutosławskich. Nie wyjechali jednak z Hiszpanii. Otrzymawszy potrzebne fundusze od szwagra - Helge Backstroma, zatrzymali się w Madrycie.
To właśnie Madryt, a zwłaszcza Toledo, okazały się najbardziej fascynującymi dla młodego małżeństwa. Spędzali oni najwięcej czasu w Museo del Prado - królewskiej galerii obrazów i rzeźby oraz w Academia de San Fernando. To właśnie tam, oglądając niezliczone ilości obrazów (w tym trzy cykle dzieł Goyi), odkrył Przybyszewski malarstwo niedocenianego wówczas El Greco. Za pośrednim uczestnictwem Stacha została spopularyzowana twórczość tego malarza.
Jeszcze w kwietniu małżeństwo udało się do Toledo, gdzie zostali dwa dni. To miasto ich olśniło. Stachu był nim tak oczarowany, że w swym utworze Androgyne wprost opisywał wrażenia, jakich tam doznał. Po dwóch dniach wrócili na dwa tygodnie do Madrytu, skąd udali się do Paryża, do Miriama-Zenona Przesmyckiego.
W Paryżu mieszkali blisko Miriama, obok też znajdowała się mała mleczarnia, w której bywali Munch, Gauguin ze swym uczniem Ślewińskim, a wcześniej Strindberg i Wyspiański. Za pośrednictwem Przesmyckiego poznali wybitną i liczną paryską Polonię. Odwiedzili również Jana Danysza, wybitnego działacza Polonii, mikrobiologa, który mieszkał koło Lasku Bulońskiego. Tam poznali lekarza i socjologa - Kazimierza Dłuskiego, który polecił ich Paderewskiemu. Ten wybitny, nieomal legendarny pianista dał Przybyszewskiemu 5 tysięcy franków zapomogi.
1 czerwca Dagny pospieszyła do Kongsvinger, bowiem jej ojciec zapadł na chorobę oczu i potrzebował operacji. Jakieś dwa tygodnie później dołączył do niej Stachu. Przywiózł ze sobą prezenty od Miriama - lokomotywę i prawdziwą paryską lalkę.
Czas spędzony w Kongsvinger nie był dla Stacha zbyt miły. Nie czuł się dobrze wśród licznych krewnych Dagny, którzy przyjechali w odwiedziny do chorego dr Juela. Z Krakowa dochodziły do Przybyszewskiego zaproszenia słane przez młodych artystów. Do powrotu do Polski szczególnie namawiali go dwaj młodzi pisarze z krakowskiego środowiska, założyciele kółka literackiego - Maciej Szukiewicz i Adolf Nowaczyński. Szukiewicz zaangażował się w to bardziej od swego kolegi m.in. nakłonił go do wysłania dramatu Dla szczęścia na konkurs "Kuriera Warszawskiego" (utwór jednak nie został nawet wyróżniony), a nawet napisał o nim studium do "Przeglądu Tygodniowego" Wiślickiego w Warszawie.
Młodzi literaci krakowscy, po zapoznaniu się z utworami Stacha, zapragnęli przybliżyć sobie literaturę niemiecką i skandynawską. Na spotkaniach czytali Olę Hanssona, Dehmla, Schlafa, Momberta itd. Zapragnęli poznać swojego mistrza - Stacha.
OKRES KRAKOWSKI, DZIECI SZATANA (jesień 1898 - grudzień 1899)
Doczekali się tego na początku września 1898 roku. Przybyszewski, ubrany elegancko, powrócił do swego ojczystego kraju. Tak to zdarzenie komentował Adolf Nowaczyński:
Była już późna jesień, jak zawsze "polska" słoneczna, złocista, kiedy do gromadki wielbicieli i wielbicielaczków schodził ze stopni wagonu bardzo trzeciej klasy Stanisław Przybyszewski padając nam kolejno w objęcia.
Wrzesień poświęcił Stach na urządzanie się w Krakowie. Zamieszkał przy ul. Karmelickiej 53, w jednopiętrowej willi z ogródkiem, czterema pokojami i kuchnią, w której gotowały dwie służące. Młodzi wielbiciele pomagali swemu mistrzowi jak mogli. Dawali pieniądze kucharkom lub przynosili jakieś jedzenie, któe potem razem spożywano podczas dysput na temat literatury i sztuki.
Syn właściciela składu fortepianów, Zdzisław Gabryelski, podarował Stachowi pianino, malarze obrazy - Skarby sezamu Wyspiańskiego, Chopin Weissa oraz reprodukcje Goi i Muncha. Przybyszewski słał do żony liczne i coraz bardziej natarczywe telegramy by przyjechała. Jej reakcja mogła być tylko jedna. I tak około 25 września Dagny wraz z dwójką małych dzieci dołączyła do męża. Pierwszy raz u jego boku zamieszkała w tak luksusowych warunkach. Młode małżeństwo wsprowadziło do zaściankowego Krakowa wprowadzili nowe zwyczaje. Kolacje podawano przy kilku stolikach, prtzy których goście sami wybierali sobie miejsca.
W czasie kiedy Przybyszewskim zaczynało się wszystko układać, swój kryzys przeżywał krakowski tygodnik "Życie". Jego redaktor, Ignacy Sewer-Maciejowski, który podtrzymywał istnienie gazety własnym wkładem finansowym, jedyny ratunek widział w znanym wówczas w całej Europie Stachu. Zaprosił go 13 października na obiad, w wyniku którego Przybyszewski 22 października objął redakcję "Życia". Dział graficzno-artystyczny powierzył Wyspiańskiemu, natomiast fundusze pozyskał u dr Zofii Golińskiej-Daszyńskiej (bratowej Ignacego), która finansowała gazetę do 1 stycznia 1899r. W nowy rok bowiem, z tygodnika literacko-ekonomiczno-społecznego, została przemianowana na ilustrowany dwutygodnik literacko-artystyczny, a finansową opiekę przejął Stanisław Wyrzykowski.
Krakowski styl życia wyczerpywał Dagny - kilkugodzinny sen i goście od wczesnego popołudnia do niemalże świtu, pijaństwo i świadomość bycia obserwowaną, a do tego strach o ciężko chorego ojca. Stachu nie ułatwiał żonie pobytu w kraju, którego języka nie znała. Przepijał wszystkie pieniądze i nie przejmował się zbyt jej kobiecymi potrzebami. Osłodą tych trudów było jednak bywanie w salonach, odczyty Stacha oraz odwiedzanie krakowskich kawiarni. Szczególnie kawiarni "Teatralnej" Turlińskiego, gdzie w sali na pierwszym piętrze przebywali Przybyszewscy i inni artyści. Miała do niej wstęp tylko cyganeria, którą skupiał wokół siebie Stachu. Szybko utarły się nowe nazwy kawiarni: "Paon", "Paonia", "u Turula", "u Turla". Dzieci Szatana piły tam na kredyt, grali w bilard, karty a w powietrzu rozbrzmiewała muzyka grana na pianinie. Turliński jednak dość szybko zbankrutował.
Do słynnych Dzieci Szatana należeli m.in. suchotnik Stanisław Szyszka, Ludwik Janikowski, Józef Grzybowski, Jan Szczepkowski, Jan Kleczyński, Włodzimierz Perzyński, Tadeusz Boy-Żeleński, Staś Sierosławski, Władysław Emeryk i wielu, wielu innych. Przybyszewski przyjmował do siebie wszystkich, i utalentowanych, i niespełnionych artystów - tych drugich szczególnie chętnie, bowiem czuł, że ich tragedia jest szczera, a tego właśnie potrzebował.
29 maja 1899 roku odbyły się chrzciny, dwuletniej już, Iwi. Stachu nazapraszał masę gości, jednak swoim zwyczajem nie zadbał o pieniądze. Sytuację uratował młody warszawski literat, który zjawił się w domu gospodarza z grubszą gotówką - nagrodą za utwór Biała gołąbka. Rodzicami chrzestnymi zostali dr Józef Grzybowski i Lucyna Kotarbińska.
Przybyszewski utrzymywał kontakt k0orespondencyjny z Janem Kasprowiczem (przyjacielem z dziecięcych lat). W tamtym okresie to Stachu był popularniejszy - znany i szanowany w Europie. Postanowił więc popularyzować twórczość Kasprowicza - w "Życiu" opublikował jego utwory: Dies irae, Święty Boże i Salome.
Początkowo sielankowe życie Przybyszewskich zaczynało się rozpadać. Stachu nie adorował już tak swojej żony. Natomiast ona zyskała różnych wielbicieli. Początkowo, do końca 1898r., jej towarzyszem i tłumaczem był Alfred Wysocki. Po jego wyjeździe rolę przejął, zakochany w niej bez pamięci, dwudziestopięcioletni student medycyny - Tadeusz Żeleński. Uczył ją gry w bilard, co siało zgorszenie w ówczesnym Krakowie. Zabiegał o nią rónież Włądysłąw Emeryk oraz bracia Stanisław Brzozowski i Wincenty Korab-Brzozowski. Dagny zdawała sobie sprawę z tego, jakie uczucia wzbudza w swych adoratorach.
Fatalny w swych skutkach okazał się odczyt o Chopinie, któy Przybyszewski wygłosił we Lwowie w dniach 4-12 czerwca 1899r. Podczas tego pobytu mieszkał u Kasprowiczów, gdzie poznał Jadwigę Kasprowiczową - żonę Jana. To wtedy rozpoczął się ten słynny romans, który podzielił przyjaciół-poetów.
Niczego nieświadoma Dagny przebywała w tym czasie z dziećmi w Zakopanem. We Lwowie Stachu poznał jeszcze jedną kobietę - zakochaną w nim malarkę - Anielę Pająkównę.
Po powrocie do Krakowa musiał Przybyszewski opuścić swój dom z powodu zadłużenia. Zamieszkał w dwupokojowym mieszkaniu na trzecim piętrze przy ul. Karmelickiej 31. Brnął coraz bardziej w romans z Iną (Jadwigą).
Pod koniec lipca 1899r. wyjechał do Zakopanego.
W Zakopanem Przybyszewscy wraz z dziećmi mieszkali przy ul. Przecznica 4. W październiku Stachu ukończył swój dramat Goście. Małżeństwo starało się naprawić swoje relacje, jednak utrudniał to brak pieniędzy oraz potajemna korespondencja Stacha z Kasprowiczową.
W kłopotach finansowych pomógł im Henryk Sienkiewicz, załatwiając poecie stypendium Polskiej Akademii Umiejętności.
Przybyszewski jeździł coraz częściej z odczytami o Kasprowiczu i Chopinie. Były one ratunkiem dla domowego budżetu, ale i okazją do zdrad.
ROZSTANIA I POWROTY, ŚMIERĆ DAGNY (styczeń 1900 - czerwiec 1901)
Na początku stycznia 1900 roku Dagny wraz z dziećmi wróciła do Krakowa. Tam doszło do ostatecznej rozprawy między małżonkami. Przybyszewscy rozstali się z głośnym hukiem, który obiegł cały Kraków.
Dagny wraz z Zenonem wyjechała do Lwowa pod opieką Wincentego Koraba-Brzozowskiego.
Stachu przeniósł się do mieszkania przy ul. Zielonej 19. Iwi została oddana pod opiekę Anieli Pająkówny.
Tadeusz Boy-Żeleński był w tym czasie bardzo chory i przeleżał w łóżku dwa miesiące. Tak wspominał tamten okres w Znaszli ten kraj?... :
Kiedy pierwszy raz z resztaki gorączki wstałem z łóżka i powlokłem się do domu Przybyszewskich, zastałem drzwi zamknięte, szybę wybitą, szedł jakiś nieuchwytny powiew dramatu i ruiny. I tak było w istocie.
Przybyszewscy, chcąc wziąć rozwód, musieli złożyć wniosek w Berlinie (gdzie wzięli ślub) i zapłacić kaucję, na któą nie mieli pieniędzy. Nie są do końca znane losy Dagny w tym czasie. Pewne jest, że Zenon trafił do Kongsvinger, do dziadków. Natomiast ona w lutym wróciła do Krakowa, skąd Stachu odprawił ją w marcu do Pragi. Tam, na jego prośbę, zaopiekował się nią Arnost Prochazka i wprowadził ją w krąg praskiej bohemy. W kwietniu wróciłą do Krakowa, skąd wyruszyła do Paryża, prawdopodobnie z Wincentym Korab-Brzozowskim. Następnie wróciła do rodzinnego domu.
Stachu pojechał do Lwowa, a w styczniu 1901 uciekł do Warszawy.
Dagny wyciągnęła rękę do niewiernego męża z początkiem nowego roku. Minał ponad rok, odkąd się rozstali.
W końcu wiosną 1901 roku Dagny z Zenonem przyjechali do Warszawy, do Stacha. Rodzina jednak wciąż nie była w komplecie, Brakowało Iwi, która wciąż przebywała we Lwowie.
Próba pogodzenia się małżonków nie powiodła się jednak. Świadkowie mówili, że kłócili się oni codziennie. Dochodziło podobno nawet do tego, że w ferworze walki wyrzucali przez okno rzeczy z pokoju. Oddalali się od siebie coraz bardziej. Stachu raz po raz wyjeżdżał do Lwowa.
W czasie gdy nie było w domu niewiernego męża, Dagny nawiązywała kontakty towarzyskie. Jej towarzyszem był Stanisław Korab-Brzozowski. Wkrótce dołączył do niej Władysław Emeryk (już jako przedsiębiorca-milioner).
W gazecie Zenona Przesmyckiego - Chimerze - ukazywały się fragmenty powieści Stacha "Synowie ziemii". Książka zawierała wyraźne wątki autobiograficzne, ukazujące bolesne szczegóły z życia Przybyszewskich. Dagny poczuła się dotknięta.
29 kwietnia nieodłączny przyjaciel i gorący wielbiciel Norweżki, poeta Stanisław Korab-Brzozowski, nie mogąc znieść cierpienia, które przynosiła mu miłość do niej, popełnił samobójstwo. Zażył truciznę podczas przyjęcia dla przyjaciół.
Jego pogrzeb zbiegł się niemalże z wyjazdem Dagny na Kaukaz. Emeryk zaprosił obojga Przybyszewskich do siebie. Stachu jednak zdecydował, by żona pojechała z Władysławem sama, on miał do nich niedługo dołączyć.
Wyjazd Emeryka i Dagny z małym Zenonem do Tyflisu nastąpił 4 maja 1901 roku. Na miejscu zamieszkali w Grand Hotelu w dwóch sąsiednich pokojach. Przybyszewska została przedstawiona jako siostra Emeryka, ponieważ nie miała ze sobą paszportu potwierdziającego jej tożsamość. Nie wiadomo dokładnie co ta trójka robiła przez podczas miesięcznego pobytu w Tyflisie.
Prawdopodobnie urządzali przejażdżki, wychodzili na kolacje. Emeryk chciał zrobić dobre wrażenie na swojej ukochanej, chciał jej zapewnić dobrobyt i wygodę.
Dagny jednak nie była szczęśliwa, niepokoił ją fakt, że mąż nie odzywał się już od miesiąca. Świadkowie twierdzili, że wychodziła codziennie na stację z nadzieję, że Stachu w końcu przyjedzie. On jednak nie miał zamiaru wybierać się na Kaukaz.
Sytuacja finansowa Emeryka uległa pogorszeniu do tego stopnia, że musiał prosić o pożyczkę znajomego inżyniera. Uzyskał od niego tysiąc rubli na weksel i jeszcze sto rubli w gotówce.
29 maja 1901 roku Władysław podjął ostateczną decyzję o pozbawieniu życia siebie i Dagny. Nie jest do końca pewne czy wiedziała ona o zamiarach swego młodego wielbiciela.
Emeryk napisał kilka listów pożegnalnych, m.in.:
29 maja do swego przyjaciela - Antoniego Kellera. To jemu powierzył zajęcie się pogrzebem.
3 czerwca do Stanisława Przybyszewskiego, w którym wyjaśnia mu, dlaczego doszło do tragedii.
Tego samego dnia napisał również list dla małego Zenona (miał on otrzymać swój list gdy skończy 20 lat).
4 czerwca Dagny napisała ostatni, błagalny list do męża. Prosiła go o paszport dla siebie i Zenona, gdyż bez tego dokumentu mogła mieć nieprzyjemności. Była załamana brakiem odpowiedzi od niego.
Nazajutrz, 5 czerwca, Grand Hotel w Tyflis stał się świadkiem makabrycznych wydarzeń.
Emeryk wyprowadził Zenona do pokoju swojego znajomego, po czym o 1.20 zastrzelił najpierw Dagny, a potem siebie.
Okoliczności tego wydarzenia nie są do końca ustalone. Jedni uważają, że Dagny siedziała na krześle i została postrzelona w tył głowy, po czym przeniesiona na łóżko. Inni twierdzą, że zginęła podczas snu. Tak czy inaczej, pewne jest, iż Norweżka została pozbawiona życia strzałem w tył głowy. Ciało Emeryka natomiast (z przestrzeloną lewą skronią) zostało znalezione na podłodze obok łóżka.
Pogrzeby obojga odbyły się 8 czerwca o godzinie 16.00 - dokładnie w 34. urodziny Dagny.
Prawdopodobnie 9 czerwca przyjaciele Stacha telegraficznie wezwali go do Krakowa. Na razie wiedziano jedynie o śmierci Emeryka.
10 czerwca rozeszła się wiadomość, że również Dagny nie żyje.
Następnego dnia Stachu wyjechał do Warszawy. Mały Zenon, za zgodą ojca, był pod opieką Władysławy Tomaszewskiej - przyjaciółki Dagny.
OKRES WARSZAWSKI, JADWIGA KASPROWICZOWA (czerwiec 1901 - 1903)
Stachu dwojako zareagował na tyfliską tragedię. Jego oficjalna postawa była pełna patosu i żalu po śmierci ukochanej. Natomiast w listach do Jadwigi Kasprowiczowej pisał o tym fakcie z ignorancją, narzekał na duże wydatki związane z tą sytuacją itd.
Przybyszewski znów żył w nędzy. Na szczęście dla niego, dużym powodzeniem cieszył się jego dramat Złote runo. Pieniądze z przedstawień pomagały mu finansowo.
1 października 1901 r. Stachu został ojcem po raz szósty. Tego dnia urodziła się Stanisława Przybyszewska, której matką była Aniela Pająkówna. Uznał on córkę, jednak nie chciał się wiązać z jej matką.
Do połowy 1902 roku Stachu mieszkał w hotelu "Royal" przy ul.Chmielnej 31. Przychodzili do niego młodzi ludzie, którzy zamawiali jedzenie, picie, papierosy i cygara na jego rachunek. Nie był on jednak w stanie spłacić tak wysokich rachunków. Kres temu położyła Jadwiga. Małżeństwo przeprowadzało się kilkakrotnie.
Poeta starał się ratować budżet tłumaczeniami, których zrobił w tym czasie najwięcej. Dokuczał mu skurcz ręki, więc rolę sekretarza wzięła na siebie Kasprowiczowa. Pomagał im też Stefan Demby, właściciel księgarni przy ul. Marszałkowskiej - entuzjasta i mecenas Przybyszewskiego. To on, wraz z dyscypliną, jaką wprowadziła Jadwiga, przyczynił się do tego, że znów zaczął pisać. Z tego okresu pochodzą dwa dramaty: Matka i Śnieg. Ten drugi okazał się wielkim sukcesem. Pisarz jednak nieprzyzwyczajony nigdy do rygoru, skarżył się na swój los w listach do Anieli. Z drugiej strony, jego żona również nie była szczęśliwa. Zrozumiała, że popełniła błąd odchodząc od Kasprowicza.
Popularność Przybyszewskiego zaczęła maleć. Na ulicy ludzie przestali go poznawać. Smutny Szatan stawał się anonimowy. Wiecznie zmęczony, zaganiany, pewnego razu zasnął w bramie, do której wszedł. Jego brak popularności przeradzał się wręcz we wrogość. Krytycy i recenzenci piętnowali jego twórczość. Miało to związek z różnicami w charakterze literatury małopolskiej i warszawskiej. Ta pierwsza propagowała hasło sztuka dla sztuki, idealizm, estetykę. Ta druga natomiast wyrażała polską rację stanu, dążenie do politycznego wyzwolenia i odnowy ekonomiczno-gospodarczej.
Pod koniec 1902 roku Przybyszewscy zamieszkali w dwupokojowym mieszkaniu przy ul. Nowowiejskiej 10/9. W tym czasie bardzo pomagał im Zdzisław Przybyszewski (zbieżność nazwisk) - młody inżynier. Urządził mieszkanie, spłacał długi, załatwiał zaliczki z teatrów i za artykuły.
Do mieszkania przy Nowowiejskiej przychodziła nieliczna już grupa przyjaciół, m.in. Jan Lorentowicz, Stanisław Czepiel-Brzozowski, Bolesław Leśmian, Jan August Kisielewski, Jan Lemański, Tadeusz Pajzderski. Przybyszewski wypowiadał się na łamach "Głosu" Jana Władysława Dawida.
W tym samym roku, oprócz dramatów Matka i Śnieg, powstał jeszcze trzeci: Odwieczna baśń oraz rozprawa O dramacie i scenie.
W 1903 roku doszło do poróżnienia między Stachem a Sienkiewiczem. Kością niezgody była krytyka utworów Przybyszewskiego.
Jednak Stachu znalazł odbiorców dla swoich dramatów wśród publiczności łódzkiej, a potem rosyjskiej. W styczniu 1903 r. bowiem dostał propozycję od Bolesława Nowickiego, kierownika Towarzystwa Artystycznego. 20 stycznia podpisał z nim umowę na wystawianie dramatów: Dla szczęścia, Złote runo, Matka i Śnieg w 5 do 7 miast w carskiej Rosji (od Łomży przez Petersburg do Odessy). Miał za to otrzymać 500 rubli.
OKRES ROSYJSKI - PETERSBURG, ODESSA (1903 - 1905)
Petersburg należycie powitał autora. Po premierze dostał on długie owacje, a szkoła dramatyczna zaprosiła do na egzamin absolwencki, na którym wystawiono Dla szczęścia.
W 1904 roku odbyła się druga część dramatycznego tournee, którym kierował Szulman-Wozniesienskij. Okazał się on jednak oszustem i w Chersoniu Polonia podstępem uwolniła Przybyszewskich spod jego wątpliwej opieki. Spędzili oni w tym mieście blisko dwa tygodnie, podczas których teatr miejski wystawiał Śnieg na rzecz Przybyszewskiego.
Małżeństwo otrzymało około 700 rubli z przedstawień. Jadwiga jednak była nieszczęśliwa. Potajemnie pisała listy do pierwszego męża.
Pod koniec 1904 roku wrócili do Warszawy. Stachu wysłał Jadwigę do Lwowa, by spotkała się z dziećmi i zebrała dokumenty potrzebne do rozwodu z Kasprowiczem. Sam natomiast zaczął pisać dramat Śluby.
W pierwszych dniach stycznia 1905 roku wojna rosyjsko-japońska zaogniła się. 21 stycznia wybuchły rozruchy w Petersburgu. W warszawie trwały do 27 stycznia do 2 lutego (stanęły fabryki, nie wydawano gazet). Przybyszewski jednak nie potrafił myśleć politycznie i nie przyszła mu do głowy możliwość wyzwolenia Polski spod władzy carskiej. W pierwszych dniach marca, przerażony zajściami jakie miały miejsce, w panice uciekł z Warszawy.
OKRES TORUŃSKI (1905 - 1906)
Na miejsce tymczasowego pobytu wybrał Toruń. Miał na wo wpływ m.in. rozwód Kasprowiczowej, której sprawa prowadzona była w Bydgoszczy. 11 kwietnia 1905 roku natomiast, w Inowrocławiu, Stachu i Jadwiga wzięli w końcu ślub. W maju nowożeńcy odwiedzili rodziców w Wągrówcu, gdzie Stanisław 10 maja oficjalnie uznał swojego syna z Martą Foerder - Bolesia.
Po wizycie w Wągrówcu małżeństwo spędziło kilka miesięcy w Zakopanem, gdzie pisarz leczył swój alkoholizm. Starał się wygrać z chorobą, w czym pomagał mu dr Władysław Neumann.
Od października zamieszkali na Bydgoskim Przedmieściu 100 w Toruniu.
Początek 1906 roku przyniósł złe wieści Przybyszewskiemu. 18 stycznia bowiem, zmarł jego ojciec - Józef. Trzy dni później odbył się pogrzeb, po którym to małżeństwo zaczęło rozważać wyjazd z Polski.
Życie artystyczne Przybyszewskiego zaczęło się zmieniać. Dramaty Odwieczna baśń i Śluby nie mogły być wystawiane ze względu na rewolucję. Pod wpływem Jadwigi zmienił się styl pisania Stacha. Małżonkowie bowiem kreowali się na romantyczną, szczęśliwą parę. Miłość stała się wyzwolicielską, a nie, jak dotąd, fatalną siłą. Na początku lutego 1906 roku, dając dowód swej romatycznej miłości, napisał 80-stronicowy intymny utwór Spowiedź. To w nim, bojąc się zazdrości nowej żony, opluwał dobre imię Dagny i negował swoją fascynację Norweżką oraz wielką miłość do niej.
Gdy zapadła decyzja o opuszczeniu Polski, przed wyjazdem z Torunia, Przybyszewski sprzedał Śluby Bronisławowi Hozakowskiemu za 650 marek oraz 30% z zysków. Teraz mogł już bez problemów dołączyć do Jadwigi, która wcześniej wyjechała do Monachium. Wyjazd nastąpił w połowie lutego 1906r.
OKRES MONACHIJSKI, I WOJNA ŚWIATOWA (1906 - 1919)
Początkowo okres pobytu w Monachium był dla Przybyszewskiego trudny. Brak pieniędzy negatywnie wpływał na jego samopoczucie. Zabytki i skarby kultury oraz sztuki w tym mieście, nie były w stanie wyrwać go z przygnębienia. Przyjaciele, m.in. Aniela Pająkówna, Dehml, Alfred Wysocki, Wacław Moraczewski.
Doszło nawet do tego, że myślał o założeniu sklepu z cygarami i papierosami wraz z Ignacym Nikorowiczem. Jednak plany nie doszły do skutku.
W czerwcu 1906 roku Stachu pojechał do Lwowa na premierę Odwiecznej baśni. Tam spotkał się z Anielą Pająkówną, która podjęła decyzję o sfinansowaniu mu kuracji w uzdrowisku tyrolskim.
Nastąpiło to w kwietniu 1907 roku. Dzięki pomocy Anieli, Przybyszewski spędził dwa miesiące w uzdrowisku w Gries w Tyrolu. Mieszkał w willi Loreley pod opieką dr Nazarkiewicza. Spacerował, był nacierany spirytusem, wygrzewał się w łaźni, by wzmocnić układ nerwowy. Podczas tego pobytu, pisarz pisał pełne wdzięczności listy do Anieli.
W październiku 1907 r. do Monachium przyjechała Pająkówna, by wraz z córką wybrać się do Gries, które pomogło Przybyszewskiemu.
W tym czasie Przybyszewscy urządzili swoje mieszkanie w dzielnicy Schwabing przy Bismarckstrassen 28, gdzie mieszkali do 1909r.
W styczniu 1908 roku poeta wyjechał do Pragi czeskiej, by kierować wystawianiem Złotego runa. Rozpoczęło to cykl jego wyjazdów z odczytami do Czech, Szwajcarii, Francji i Holandii. Bywał również w Polsce, gdzie nawiązał kontakty z wydawcami.
Kwiecień przyniósł ze sobą rozczarowanie, gdyż Przybyszewski będąc w Warszawie na premierze Ślubów, był świadkiem chłodnego przyjęcia dramatu oraz negatywnych recenzji. Wyjazd jednak zaowocował nawiązaniem kontaktu z firmą Gebethner i Wolff, która to od 1908 do 1914 roku wydała szereg utworów Stacha: Dzień sądu, Zmierzch, Mocny człowiek, Wyzwolenie, Święty gaj, Dzieci nędzy, Adam Drzazga. Pieniądze z honorariów za te książki pozwoliły autorowi na dostatnie życie.
W maju 1908 roku wyszło na jaw, że Stanisław ma córkę z Pająkówną, co wywołało skandal i awanturę w domu.
W 1909 roku Przybyszewski kontynuował odczyty. W lutym był w Szwajcarii, a w kwietniu pojechał z żoną do Paryża, zatrzymując się po drodze w Bruges w Belgii.
Sława Przybyszewskiego zaczynała przeżywać renesans. Z czasem wokół niego znów zaczęło gromadzić się duże grono przyjaciół z Polonii wszystkich trzech zaborów, jak również Niemców. Życie kawiarniane znów zaczęło kwitnąć. Stachu często spędzał rano czas w bibliotece publicznej. Popołudniu zaś przesiadywał w kawiarni.
W tym samym, 1909 roku, Przybyszewski zapragnął spokoju, by móc pracować. Na swoją samotnię małżeństwo wybrało miejscowość Kochel am See w Alpach Bawarskich. Było tam duże jezioro i cisza, której potrzebował poeta. Czasem odwiedzali ich tam przyjaciele, szczególnie student medycyny i filozof - Czesław Ganowicz, Wilhelm Zielonka - ziemianin z Ukrainy oraz Poczóski, by wspólnie chodzić na wędrówki po Alpach.
Małżeństwo sporo podróżowało, nie tylko po kraju, ale również zagranicę.
Pod koniec 1909 roku wiele zamieszania w Polsce wywołał dramat Gody życia. Spowodowane to było tym, iż Przybyszewski sprzedał prawa do wystawiania tego dramatu Jerzemu Małyszewskiemu, który kierował teatrami w Warszawie. Chciał on mieć wyłączność, więc kiedy Stachu sprzedał prawa również kierownikowi teatru łódzkiego - Aleksandrowi Zelwerowiczowi - wywołało to długi spór o prawo i wzajemne oskarżenia w prasie. Do zakończenia konfliktu, tj. do 12 listopada 1910 roku, dramatu nie wystawiano.
5 lutego 1910 roku zagrano Odwieczną baśń. Dramat jednak nie odniósł sukcesu i zdjęto go z afisza po 12 dniach. Również recenzje nie były przychylne.
Niepowodzenie z wystawianiem utworów nie było jedynym problemem w tym czasie. Stachu, bojąc się reakcji swojej drugiej żony, walczył z ludźmi, którzy przypominali o Dagny i próbowali wskrzesić pamięć o niej. I tak w 1911 roku kategorycznie zabronił wystawienia Kruczego gniazda Norweżki przez Gabrielę Zapolską i Antoniego Godziembę-Wysockiego - prezesa lwowskiego kółka dramatycznego. Przybyszewski szkalował dobre imię zmarłej i opowiadał zmyślone historie tym, którzy o Dagny pamiętali i mieli dobre zdanie. Robił to z obawy przed zazdrością Jadwigi.
Nowa pani Przybyszewska zajmowała się tłumaczeniami literackimi, by podreperować domowy budżet oraz zdobyć pieniądze na podróże do Lwowa, do córek.
W 1912 roku, gdy Jadwiga chciała sprowadzić córki, Hankę i Janinę, do siebie, jednak Kasprowicz się temu sprzeciwił. Sprawa prawie trafiła do sądu, jednak Przybyszewski ją załagodził, pisząc do ojca dziewczynek list. Odtąd Jadwiga miała nieograniczony kontakt z dziećmi.
W 1913 roku Stachu wynajął mieszkanie dla dziewczynek, kupował im prezenty.
Nastał rok 1914. W czasie wybuchu I wojny światowej, 1 sierpnia 1914 roku, Przybyszewski był w Rothenburgu, w swoim letnisku, z żoną i jej córką. Mieli kłopoty finansowe i 5 sierpnia poeta poprosił o pomoc Richarda Dehmla. Pomógł mu również Hipolit Śliwiński, współpracownik Kuriera Lwowskiego, który był zwolennikiem walki niepodległościowej. W listopadzie załatwił Jadwidze i jej córce paszport. Dzięki niemu również, Stachu mógł pisać artykuły prolegionowe, które były publikowane w Kurierze Polskim i prasie niemieckiej. Powstały z tego cztery książki: Tyrteusz, Powrót, Polska i święta wojna oraz Szlakiem duszy polskiej. Utwory te wzbudziły duże zainteresowanie.
W lutym 1915 roku Stachu otrzymał od Śliwińskiego zaproszenie do Wiednia w celu wygłoszenia odczytów. Nastąpiło to w marcu. Odczyty te, w szczególności Kain i Na początku była chuć wywarły duże wrażenie na wiedeńczykach.
Przybyszewski, jak również kierownicy Naczelnego Komitetu Narodowego w Krakowie i Wiedniu, byli początkowo zdecydowanie proniemieccy. W swoich artykułach poeta zapewniał o tym, iż Polacy chcą współpracy z Niemcami i Austrią. Te progermańskie poglądy spowodowały, że Kurier Poznański zerwał współpracę ze Stachem.
W 1916 roku Przybyszewski stracił matkę. Zmarła ona w Wągrówcu 6 lutego.
W sierpniu 1916 roku Przybyszewscy otrzymali zaproszenie do Kościanek od Jerzego Hulewicza - artysty malarza i ziemianina. Spędzili tam dwa miesiące. Hulewicz i Stachu planowali wydać wspólną ksiażkę Sny na jawie, która miała być napisana przez poetę i zilustrowana przez Hulewicza. Książka jednak nie powstała, ale dużo zamieszania wywołał odczyt Przybyszewskiego w Poznaniu pt. Znaczenie kulturalne Poznania.
W listopadzie 1916 roku Hulewiczowie odwiedzili Przybyszewskich w Monachium, ci drudzy zaś pojechali do Kościanek na Boże Narodzenie. W trakcie tego pobytu, Stachu zaczął współpracę z dwutygodnikiem Zdrój. Otrzymał pensję redaktorską, zacząć pozyskiwać współpracowników. Pisał również odezwę, którą ukończył w lutym 1917 roku.
Na początku 1917 roku z Przybyszewskim nawiązał korespondencję dr Stanisław Rogala-Lewicki. Założył on instytut wydawniczy Lektor. Stachu miał dać rady i promować Lektora własnym nazwiskiem. Jednak czynnie włączył się do prac. Zaproponował, by jako pierwszy utwór wydrukować Alraunę Ewersa, którą przetłumaczyła Jadwiga. Początkowo Literacki Instytut Wydawniczy Lektor był czytelnią, jednak szybko wzrastające zainteresowanie nią i zapotrzebowanie na coraz większą ilość pozycji czytelniczych, zmusiło do przemianowania jej na wydawnictwo. W czerwcu Stachu napisał słowo wstępne do pierwszego tomu biblioteki oraz ogólny zarys programowy.
Na początku września 1917 roku Przybyszewscy z Janiną Kasprowiczówną znów odwiedzili Hulewiczów, by wspólnie prowadzić kampanię wydawniczą Zdroju.
Pierwszy numer Zdroju ukazał się 1 października 1917 roku. Oficjalnie Przybyszewski nie brał czynnego udziału w kierowaniu pismem. Było to spowodowane naciskiem społeczeństwa - pod wpływem kleru. Pisał on więc anonimowo, pod pseudonimem Jerzy Hulewicz. Prowadził rubrykę U poetów, odpowiedzi od Redakcji oraz nadawał kierunek pismu. Trwało to do 1 lipca 1918 r.
Zdrój pozyskał w Poznaniu 620 abonentów, a w Galicji tylko 50. Przybyszewski obawiał się o przyszłość materialną pisma w okresie styczeń-kwiecień 1918 r. Doszedł do wniosku, że wraz z Hulewiczem popełnili kilka błędów. Pierwszym był zbyt tradycyjny ton, zbyt obcy dla młodych. Drugim, publikowanie Tagora przez pół roku, co było za długim okresem. A trzecim - ankieta Poeta i świat.
Plastycy zgromadzeni w Poznaniu, na kwiecień 1918 roku, zorganizowali wystawę pod nazwą Bunt. Młodzi domagali się od Zdroju czegoś dla siebie i ekspresjonizmu. Hulewicz uległ tym namowom, co Przybyszewski mu odradzał. Chciał bowiem ekspresjonizmu polskiego, a nie niemieckiego, pod którego wpływem było młode pokolenie.
W marcu 1918 roku opublikował w Zdroju artykuł Powrotna fala, którym chciał pokazać im, że istotę ekspresjonizmu najlepiej wyraził Słowacki w Genesis z Ducha.
Na początku kwietnia 1918 r. do Przybyszewskiego doszły dwie dobre wiadomości. Pierwsza, o wielkim powodzeniu wystawy Bunt. Była ona prowokacyjna, jednak ściągnęła tłumy, co pozwoliło nie tylko na odzyskanie kosztów, ale też na niezły zarobek dla artystów. Druga, to wydanie nowego zeszytu Zdroju, który również odniósł duży sukces.
Od pracy w Zdroju Stachu odszedł w czerwcu 1918 roku. Było to spowodowane głównie tym, iż Jadwiga nalegała, by przeprowadzili się do Pragi czeskiej. Chciała bowiem być bliżej córek, które mieszkały we Lwowie. Nie udało się to jednak, mimo pomocy Arnolda Prochazki.
Z opresji wybawił ich Kazimierz Bielański, zaproszeniem do siebie, do Straszydla koło Rzeszowa. Małżeństwo spędziło tam koniec lipca i sierpień 1918 roku.
Wrzesień upłynął im pracowicie - podróż do Lwowa, odczyt o czarnej magii w Stryju, odwiedziny Arnolda Spaeta, odnowienie znajomości z Felińskimi we Lwowie.
W październiku 1918 r. oboje doszli do wniosku, że te próby osiedlenia się gdzie indziej nie powiodą się. Tak więc pospiesznie wrócili do Monachium.
Jednak tam sytuacja wcale nie była lepsza. 1919 rok przyniósł małżeństwu wiele kłopotów. W lutym przegrali proces ze spedytorem Wetschem i choć zostali okradzeni, musieli zapłacić za proces. Oprócz tego, Jadwiga straciła kontakt z córkami, a Stachu został odcięty od wydawców we Lwowie i Poznaniu. Na domiar złego 1 kwietnia musieli zwolnić swoje mieszkanie.
Niemcy przegrały wojnę i pogrążone były w chaosie. Przybyszewscy podjęli decyzję o przeprowadzeniu się do Polski.
7 czerwca 1919 roku wszystkie formalności co do wyjazdu były załatwione. Celem podróży był Poznań.
OKRES POZNAŃSKI (1919 - 1920)
Do Poznania Stachu przyjechał pod koniec czerwca 1919 roku. Wacław Dziabaszewski - wiceprezydent Dyrekcji Poczty poznańskiej - wraz z młodym przemysłowcem oraz przyjaciółmi Stacha, zapewnił małżeństwu mieszkanie w gmachu Dyrekcji Poczty na Wałach Zygmunta Augusta 9, a Przybyszewski otrzymał posadę zawiadowcy biura tłumaczeń w tej instytucji, od listopada 1919 r. do 30 września 1920 roku. Praca ta polegała na przekładzie słownika terminologii pocztowej z języka niemieckiego na polski (dziś ten rękopis jest eksponatem Muzeum Poczty i Telekomunikacji we Wrocławiu).
W tym czasie pod naciskiem poety wystawiono jego dramat Miasto w Teatrze Wielkim w Poznaniu oraz w Warszawie, jednak nie zrobił on wrażenia na publiczności.
Jadwiga nie czuła się zbyt dobrze w Poznaniu. Tym bardziej, że młodzi poznaniacy przynosili Stachowi alkohol i morfinę.
W maju 1920 roku do Poznania przyjechała Stanisława Przybyszewska, córka Stacha i Anieli Pająkówny. Stasia miała 19 lat, 27 maja zdała egzamin dojrzałości w państwowym IV gimnazjum realnym w Krakowie i kilka dni później odwiedziła ojca.
Przybyszewski był zachwycony dojrzewającą córką. Jednak Jadwiga nienawidziła jej. Szybko doszło do konfliktu między małżonkami z powodu Stasi. Doprowadziło do tego zaślepienie Przybyszewskiego córką. Sprzedał on na wieczną własność swą powieść Krzyk Lewickiemu, za co dostał 4 tysiące marek. Zrobił to by pomóc Stasi finansowo. Oprócz tego spotykał się z nią potajemnie w hotelu. Swoich przyjaciół nastawiał przeciw żonie.
Konflikt między małżonkami urósł do takich rozmiarów, że 1 lipca poeta wyniósł się z domu i zamieszkał u przyjaciół. Po kilku dniach wyjechał z malarzem - Władysławem Skotarkiem - pociągiem do Gostynia. Chciał się ukryć, więc w listach do żony pisał, że zmierza w kierunku Gopła.
W Gostyniu odwiedził powiatowego lekarza - dr Józefa Górskiego oraz starostę gostyńskiego - W. Dabińskiego. Stachu spędzał czas na wycieczkach, unikając ludzi, co było zbawienne dla jego rozdrażnionych nerwów.
Odpoczynek jednak nie trwał długo. Bowiem Dziabaszewski odwiedził go po kilku dniach. Za nim, śledząc go, przyjechała Jadwiga i zabrała Stacha do Poznania.
Po tej ucieczce Stasia wyjechała do ciotki Barlińskiej w Piwnicznej.
Przybyszewscy pogodzili się, pod warunkiem, że poeta zerwie kontakt z córką. Początkowo na to przystał i zaczął szukać jakiejś posady w Gdańsku.
OKRES GDAŃSKI (1920-1924)
Okres gdański rozpoczęło otrzymanie nominacji Stacha na bibliotekarza w Bibliotece Dyrekcji Kolejowej w Gdańsku, 5 października 1920 roku.
Przybyszewscy na początku października przeprowadzili się więc. Początkowo, do wiosny 1921 roku, mieszkali w Sopocie na Grosse Unterfuhrung 1. Na początku było im ciężko.
Praca Stacha polegała na tłumaczeniu instrukcji, druków, przepisów, referatów z języka niemieckiego na polski, przegląd prasy i zbieranie artykułów o Dyrekcji Kolei w Gdańsku. Przybyszewski pracował w lokalu Dyrekcji przy Olivaertor 2-4 w pokoju 251, w towarzystwie kilku urzędników, z którymi się zaprzyjaźnił. Pozycja jego jednak nie przyniosła mu uznania.
W pierwszej połowie października Jadwiga pojechała do Poznania, by zlikwidować poprzednie mieszkanie. Stachu tęsknił za nią, tym bardziej, że nie oswoił się jeszcze z nowym miejscem zamieszkania. Sytuacja gwałtownie się zmieniła, gdy spotkał swojego przyjaciela z czasów szkolnych - Antoniego Stylo - aptekarza. Spędzał u niego wolny czas w niedziele.
Poetę powoli zaczynało fascynować morze. W czapce spacerował wzdłuż wybrzeża, co koiło jego skołatane nerwy.
Mieszkańcy Wolnego Miasta zaczęli się nim interesować, kiedy zrozumieli autorytet kulturalny Przybyszewskiego.
10 grudnia 1920 roku w Strzelnicy odbyła się uroczystość zorganizowana przez Dyrekcję Kolejową z okazji rocznicy powstania listopadowego. Poeta wygłosił okolicznościowy odczyt. Ukazało się ono również jako artykuł w miejscowej prasie polskiej. Oprócz tego ukazało się jeszcze kilka artykułów w Dzienniku Gdańskim.
W lipcu 1921 roku Jadwiga wyjechała do córek. Stachu, korzystając z okazji, zaprosił do siebie Stasię. Spędził z nią trzy dni poza domem. Sprawa wyszła na jaw, bo żona wróciła wcześniej, niż zapowiadała. Wybuchła nowa awantura w ich domu, a Przybyszewski - konformista - wyrzekł się córki. Po kryjomu jednak dalej interesował się jej losem.
Październik 1921 roku przyniósł 30-lecie twórczości Przybyszewskiego. We Lwowie odbył się się jego jubileusz. 28 października Stachu wygłosił jeden ze swoich najlepszych odczytów pt. Z zagadnień o śmierci. 29 października w teatrze odbyła się uroczystość i odczyt. Teatr Wielki wystawił Śnieg. Towarzystwo Dziennikarzy Polskich we Lwowie przysłało jubilatowi wiązankę kwiatów, Prezydium miasta z Miejską Komisją Teatralną podarowała mu 100 tysięcy marek polskich, a niedzielny nr z 30 X 1921 r. Gazety Wieczornej we Lwowie, był poświęcony głównie Przybyszewskiemu.
Wracając ze Lwowa, poeta pojechał do Warszawy, gdzie wzbudzał duże zainteresowanie. Po powrocie do Gdańska, narzekał na zbyt duże zamieszanie wokół własnej osoby. Początkowo nie chciał uczestniczyć w jubileuszach, które chciały zorganizować inne miasta. Jednak mimo niechęci, poeta uczestniczył w uroczystościach w Krakowie, Lublinie, Białymstoku, Wilnie, Bydgoszczy, Gdańsku i Sopocie.
13 maja 1922 roku odbyło się uroczyste otwarcie gimnazjum Macierzy Szkolnej w Gdańsku. Przybyszewski czynnie przyłączył się do jej powstania, przez propagowanie go w prasie. Na uroczystym otwarciu spotkał się Stachu z Adolfem Nowaczyńskim i Janem Pietrzyckim.
Kiedy sprawa gimnazjum dobiegła końca, Przybyszewski poświęcił się nowemu pomysłowi. Marzyło mu się od dawna utworzenie Domu Polskiego w Gdańsku, który miałby być centrum kulturalnym Polaków.
24 maja Lektor podarował mu 1000 książek do Biblioteki Domu Polskiego, na obchodzie zorganizowanym na jego cześć. Tak więc miał już Stachu pierwszy krok za sobą.
16 czerwca zorganizował więc zebranie Komitetu Założycielskiego Domu Polskiego. Pieniądze chciał zdobyć od bogatych sfer Łodzi. Zamierzał dotrzeć do nich za pośrednictwem Juliana Tuwima. Wywołało to jednak oburzenie, bowiem przy budowie ostoi polskiej kultury, zwrócił się o pomoc do poety pochodzenia żydowskiego.
Koło 17 czerwca 1922 roku Przybyszewscy wyjechali do Bawarii i zatrzymali się w Monachium. Stachu chciał tu popracować kilka tygodni, by ukończyć Die Hexe und die schwarze Magie, którego nie mógł skończyć od 3 lat. Jednak po 3 dniach dostali nakaz natychmiastowego opuszczenia kraju, bez podania jakichkolwiek przyczyn. Wyjechali więc do Ulm w Wirtembergii. Po kilku dniach uzyskali w Stuttgarcie wizę do Austrii. Musieli zapłacić 840 marek, co było dla nich dużą kwotą. Wyruszyli do Fuschl w Austrii i dotarli tam 14 lipca. Małżeństwo było zachwycone urokiem tej małej miejscowości nad jeziorem.
Przybyszewski mógł beztrosko odpoczywać, gdyż otrzymał od Dyrekcji Kolei płatny urlop, a Lektor przysyłał pieniądze za honoraria. Poeta odzyskał spokój, humor i siły twórcze. Do 24 sierpnia napisał połowę nowej powieści - Il regno doloroso. W tym czasie również pisał listy do swojego syna - Bolesia, który przebywał w Rosji.
Po powrocie z wakacji, Stachu ukończył utwór i zaczął negocjować z Lektorem wydanie dzieł zebranych. Martwił się o córkę Stanisławę, która przebywała jakiś czas w areszcie.
Nawiązał również kontakt z synem Zenonem, mieszkającym w Szwecji. Pracował on w szwedzkim Ministerstwie Spraw Zagranicznych, był znakomitym sportowcem. Zenon powiadomił ojca o swoich sukcesach militarnych oraz o narodzeniu i ochrzczeniu jego córki, a wnuczki Stacha. Dziewczynka otrzymała imiona: Anna Magdalena Jadwiga Dagny.
Przybyszewski nawiązał korespondencję również z Iwi. Została ona żoną barona Fryderyka Benneta. Swojego synka Iwa nazwała Gerard Stanisław, co ucieszyło poetę.
W połowie 1923 roku nastąpiło spotkanie ojca z Iwą. Przyjechała ona i spędziła ze Stachem kilkanaście dni. Ich więzi odżyły i się zacieśniły. Przybyszewscy mieszkali w wynajmowanym od Friedy Springborn lokalu przy Charlottenstrasse 14.
Z czasem ich krąg znajomych się poszerzył. Częstym gościem w ich mieszkaniu w Sopocie był Saul Blum, nauczyciel języka hebrajskiego, który wtajemniczył Stacha w wiedzę biblijną.
Latem 1923 roku Przybyszewski wyjechał z odczytem do Czechosłowacji, gdzie zrobił duże wrażenie na słuchaczach. To wtedy przyszedł mu do głowy pomysł osiedlenia się w Pradze. Pisał w tej sprawie do Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Warszawie, by uzyskać posadę w wymarzonej Pradze. Nic jednak nie uzyskał.
DRUGI OKRES WARSZAWSKI, ŚMIERĆ (1924-1927)
Jesienią 1924 roku Przybyszewski został powołany przez prezydenta Wojciechowskiego do jego kancelarii cywilnej. 1 listopada Stachu zamieszkał w mieszkaniu na zamku królewskim w Warszawie, w pałacu Pod Blachą.
1 maja 1925 roku otrzymał on order Polonia Restituta, krzyż oficerski, a rok później krzyż komandorski tego samego odznaczenia.
Największym problemem Przybyszewskich w tym czasie był brak zdrowia Stacha. Poeta czuł się coraz gorzej. Odwołano więc część gości, którzy mieli przyjechać na Wigilię 1925 roku i małżeństwo wyjechało nad morze.
Latem 1926 roku wybrali się do Fuschl, by podreperować podupadające zdrowie Stacha. Po powrocie wybrali się do Czech nad Szczyrbskie Jezioro. Tam otrzymali wiadomość o śmierci Kasprowicza 1 sierpnia 1926 roku w Poroninie koło Zakopanego.
Dzień po jego śmierci Jadwiga stała nad trumną byłego męża, by go pożegnać. Jego zgon umożliwił Przybyszewskim wzięcie ślubu kościelnego, co nastąpiło 21 października 1926r. w katedrze Św. Jana w Warszawie. Wtedy też Przybyszewski pojednał się z Kościołem. Jezuita, ks. Jan Pawelski, odebrał pisemne oświadczenie poety, iż jest on katolikiem i w tej wierze chce umrzeć.
6 lutego 1927r. Przybyszewski wygłosił w Inowrocławiu wykład o Kasprowiczu. Po nim małżeństwo dostało zaproszenie od Marii Bieńkowskiej do posiadłości jej męża - Józefa Znanieckiego. Posiadłość ta to Jaronty koło Inowrocławia. Spędzili tam cały tydzień.
Drugi raz Przybyszewscy odwiedzili Znanieckich w maju 1927 roku. Zostali wtedy umieszczeni w domu przy ul. Solankowej 58. Jednak Stachu szybko zaczął cierpieć na ból zęba i musiał zostać poddany operacji dolnej szczęki w Warszawie. Po operacji pojechał do Fuschl. Jednak jego stan zdrowia wciąż był zły.
W październiku napisał do Iwi z prośbą, by zrzekła się spadku po nim w razie jego śmierci. Pragnął, by całość dostała Jadwiga, żeby mogła się z tego spadku utrzymać. Iwi przystała na to.
W październiku Znanieccy znów zaprosili Przybyszewskich do domu w Jarontach, ci z radością przyjeli to zaproszenie.
Około 12 listopada małżeństwo przybyło do posiadłości pod Inowrocławiem. Ten jesienny pobyt na Kujawach był ostatnim w życiu poety. Stachu chorował, miał duszności, problemy z sercem. Czuł się na tyle źle, że tydzień leżał w łóżku obłożnie chory w pokoiku na górze. Opieką otaczali go oddani, młodzi lekarze, wielbiciele z Poznania i gospodarze. Noce były dla niego najgorsze. Pogoda była bardzo brzydka, wiał silny wiatr. Poeta źle sypiał, budził się w nocy i rozmyślał o tym jak przeżyje zimę, miewał omamy. Wydawało mu się, że widzi twarze znanych mu osób.
W tym czasie, w Poznaniu, jego wierni przyjaciele zorganizowali komitet obywatelski, oburzeni faktem przyznania nagrody literackiej miasta Poznania Romanowi Dmowskiemu, a nie Przybyszewskiemu. Zmieniło to nieco plany Stacha, otóż oprócz odczytu o Kasprowiczu, miał wygłosić jeszcze drugi, pt. Kraków przed dwudziestu pięciu laty.
22 listopada, poniedziałek, upłynął poecie na przygotowaniach do wyjazdu. Następnego dnia rano, 23 listopada 1927 roku, we wtorek Przybyszewski ubrał się, zjadł śniadanie. Potem odebrał telefon i potwierdził swój przyjazd i wygłoszenie odczytów.
Dano znać do garażu po auto. Poeta rozpoczął na nowo swą przechadzkę po pokojach, z gabinetu do salonu, z salonu do jadalni, przez chwilę zainteresował się ruchami i chęcią rozmowy ze strony małej Halszki, córki gospodarzy, bawiącej się w drugim pokoju. Ociężałym starczym krokiem powrócił do gabinetu - cisza, dłuższa chwila ciszy.
Pokojowa, zaniepokojona zaprzestaniem spaceru, zajrzała do gabinetu. Przybyszewski spoczywał na fotelu, z głową przechyloną na bok i opartą o poręcz.
Podbiegła - już nie żył.
[S.Helsztyński Przybyszewski, Wydawnictwo Literackie, Kraków, 1966, str. 460]
Dr Tomasz Graczykowski stwierdził, że zgon, spowodowany tętniakiem serca, nastąpił o 12 w południe.
Zobacz bibliografię
O nas
Serwis ten powstał z zamiłowania do osoby i twórczości Stanisława Przybyszewskiego. Wszystkie teksty są naszego autorstwa, chyba że podpis pod artykułem stanowi inaczej.
Chcesz nawiązać z nami współpracę lub opublikować tekst? Napisz.





